notatki kobiety ekstrawertycznej z bogatą mimiką, która zdradza ją na każdym kroku!
Kategorie: Wszystkie | bad day | communication | good day! | zmiany
RSS
wtorek, 06 listopada 2018

Można komuś powiedzieć, że ma piękne oczy. Albo najbardziej odjechaną fryzurę we wszechświecie. Ktoś inny ucieszy się z informacji o tym, że bez jego pomidorowej życie nie jest takie samo. Mnie najbardziej na świecie cieszą niestandardy - te w komplementach też.

Bo to, że mam dziwny system skojarzeń uznaję za komplement. Najpiękniejszy? Tu może lekko przesadziłam, ale to właśnie przez wrodzoną skłonność do przesadyzmu posługuję się sobie tylko znanym systemem skojarzeń, który pozwala mi wybiegać daleko w przyszłość i wizualizować jakieś sytuacje, które - przynajmniej w moim pojęciu (i pewnie tylko w nim) - mogłyby być konsekwencją aktualnie omawianych spraw czy wydarzeń. 

PS. Podobno na stresującym spotkaniu należy sobie wyobrazić, że wszyscy słuchacze, których obecność nas stresuje siedzą nago. Ktoś ostatnio podpowiedział mi nawet, żeby wyobrazić ich sobie na klozetach. Co człowiek - to metoda ;D

poniedziałek, 05 listopada 2018

Na jak długo? To się okaże. Grunt, że kobieta to szybka i skuteczna. Żądna władzy, a po władzę tę zmierzająca bezwzględnie. Nie dysponując mocą polityczną (może niezadowolona z wyniku wyborów???), sięgnęła po narzędzia sobie najbliższe i najlepiej znane niczym Picasso po pędzel i sztalugi. Tyle że sztalugami była tym razem... moja twarz!

KIedy masz szaloną ochotę zmienić coś w swoim życiu (a u fryzjera ostatnio stchórzyłaś i zrobiłaś sobie fryzurę typu "zapuszczam włosy, w przyszłości mają wyglądać o tak!, idziesz do kosmetyczki. Ta najpierw stwarza atmosferę zaufania (w bardziej lub mniej umiejętny sposób), a następnie - jak Donald Trump przechodzi do biznesowego ataku: i zamiast zapytać o to, czy "Wybrała pani zabieg standardowy czy premium?" BANG w Ciebie z pytaniem "Robimy opcję tańszą czy droższą?".

Twoja ambicja już jest lekko nadwyrężona, ale próbujesz jeszcze się opierać w imię zasady "nie na pierwszej randce!" (= nie zgadzaj się od razu na czyjeś warunki). Pytasz więc "a jaka jest różnica między opcją pierwszą a drugą"? Dowiadujesz się, że efekt jest bardziej spektakularny (co już powinno dać Ci do myślenia). Ale wewnętrzny negocjator zadaje pytanie o ryzyko zabiegu dla alergików. Niestety, przeciwnik jest silny i gruntowanie przeszkolony w starciach z tego typu delikwentkami, więc odpowiada: "Ależ ten zabieg został stworzony z myślą o alergikach!". Ulegasz, na trzeciej randce, bo na trzeciej, ale jednak. Masz przed sobą wizję szalonej urody i - jako pragmatyk - także oszczędzanego na co dzień dzięki zabiegowi czasu.

Jeśli pragmatyczne podejście może zgubić - mnie zgubiło. Tak jak wizja SZALONEJ urody. Owszem, ten przymiotnik jest na miejscu, tylko należy go zastosować w innym miejscu szyku ;P (chociaż z kolei SZYK nie jest już w ogóle na miejscu w kontekście tego, kim stałaś się w ciągu kilku zaledwie minut. 

Tak jak Pałać Kultury nazywany bywa "koszmarnym snem pijanego cukiernika", tak Twoje brwi po rzeczowym komunikacie "kolor dobrałam do najciemniejszego włoska z Pani brwi" i wręczeniu Ci lusterka wydają Ci się po prostu narysowaną (wprawną wprawdzie ręką, ale jednak nadal) węglem drzewnym linią ciągłą. Podwójną. I to na rondzie. No i myślałam, że tylko mój facet rozróżnia trzy kolory: biały, czarny i chujowy. Kosmetyczkę podejrzewałam o znajomość szerszej palety barw, że o subtelnych jesiennych brązach już nie wspomnę...

Kiedy widzę, co te samozwańcze Fridy Kahlo wyprawiają z tym, co przecież jeszcze kiedyś - mam nadzieję! - wróci do normy, to jest na przykład z rzęsami i brwiami, moja odwieczna ochota, aby skorygować sobie uszy odchodzi w niepamięć i to na wieki. Wizja skalpela w rękach tej hiperodważnej i kreatywnej jednostki i potencjalne efekty jej szybkich decyzji przywołują we mnie książki z bułgarskimi bajkami z dzieciństwa - pociągające swą szpetotą, ale kaleczące palce ostrymi kartkami. Albo "Bajarza", który zamieniał miejscami palec i ucho (w miejscu ucha wystawal nagle palec...). <mam ciarki> <dobranoc!>

PS. Poprzednio na wstępie byłam asertywna i powiedziałam "Ma być tak, żebym nie wyglądała jak diabeł". Tym razem - postanowiłam budować niskie w tym narodzie zaufanie społeczne. I jak głupia z tym zaufaniem zostałam! :P

PS2. Czy możliwe, że istnieją złośliwe kosmetyczki, które żywią się nieszczęsnymi/zaskoczonymi minami swoich klientek odkrywających efekty ich szabrowniczej działalności??? Powiedzcie, że nie oszalałam! :P


23:34, wolfmeout , zmiany
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 lipca 2018

Na mopa mówiła „frędzelki”. Na odkurzacz - prawdopodobnie „elektroluks” (jak to warszawianka od wielu wielu lat). Na moją Babcię mówiła „Maryla” (prawdopodobnie jako jedyna na świecie, bo Babcia była dla wszystkich „Marysią”). Ciasta, mądra kobieta, nazywała omownie „wizytą w cukierni”. A do Babci w listach - których w efekcie ich wieloletniej przyjaźni zostało bardzo wiele - pisała o trudach podróży (odległości 70km między nasza rodzinną miejscowością a Warszawą lepiej nie opisałaby sama Agatha Christie!).

Wszystko planowała - łącznie z filmami (ba! nawet programami, które chciała obejrzeć) i robiła takie plany kulturalno-edukacyjne do samego końca. Oglądała trzy programy informacyjne (żeby potwierdzić wiarygodności informacji - najbardziej wyważone były, jej zdaniem, „Wydarzenia”), i zawsze żałowała, że się na siebie nakładają. Piła herbatę ze szklanki, używałam spodków i sama wymyślała sobie sprytnie meble do swojego bardzo małego mieszkania na Ochocie. Skończyła dwa fakultety, w tym prawo i była najlepszym kompanem do nalewki, jakiego kiedykolwiek poznałam. Rozmowa z nią nie była łatwa, ale była zawsze przyjemnością. Taka była Ciocia Helena.

Żałuję, że w ostatnim czasie zabrakło mi odwagi, żeby jednak przełamać się i - będąc w okolicy - spontanicznie do niej zapukać (odwaga była potrzebna, bo jako osoba skrupulatnie planująca - bardzo spontanicznych wizyt nie lubiła). Czasami warto pokonać bariery, które sami sobie stawiamy. Bo można stracić coś ważnego, co już nigdy nie będzie się mogło wydarzyć. 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 43
Magda co z dachu spadła

Wypromuj również swoją stronę