notatki kobiety ekstrawertycznej z bogatą mimiką, która zdradza ją na każdym kroku!
Kategorie: Wszystkie | bad day | communication | good day! | zmiany
RSS
czwartek, 12 kwietnia 2018

Napiszę to raz. I nie więcej. Kocham swoje dziecko. Nad życie. ALE! Kompletnie nie rozumiem manii wstawiania srylionów zdjęć dzieci dziennie/tygodniowo, a nawet miesięcznie na wszystkie kanały w mediach społecznościowych, jakie się posiada. Istnieje możliwość stworzzenia grup z rodziną i bliskimi. Istnieją nadal MMS-y (albo komunikatory po prostu!). I nie wiem - naprawdę nie wiem, dlaczego wizerunek małego człowieka (który jeszcze sam nie zdecydował nawet o tym, czy będzie mówił na siebie po imieniu czy zdrobnieniem, które nadała mu Babcia) jest upubliczniany i to nagminnie, bezustannie i - dośc nachalnie (względem odbiorców, którymi często stają się przypadkowi ludzie).

Nie rozumiem też zarabiania na dzieciach, z których robi się nośnik ubranek, testera zabawek, śmieszne zwierzątko i modny dodatek do "lajfstajlu" (kiedy jest się już blogerĘ, to wypada mieć i zwierzę i fajny pojazd i fajne...dziecko?). Czy to zwiększa potencjał w oczach marek, które w przyszłości mają się do takich posiadaczy tłumnie dobijać? 
Na poziomie gigaradości czerpanej z przebywania z dzieckiem i budowania z nim coraz większej nici porozumienia (chociaż jeszcze nie mówi) nie ma się przecież czasu (i - przede wszystkim - nie myśli się o tym!), żeby pstrykać zdjęcia/nagrywać filmiki... dzielić się z ludźmi swoimi emocjami, które są związane z rodzicielstwem )... 

Na poziomie tej gigaradości po prostu się jest. I może to egoistyczne, że nie myśli się o utrwalaniu tych chwil na pamiątkę dla dziecka. Ale pozytywne emocje kodują się w nim na zawsze, tworząc podstawę do szczęśliwego życia, które wypełnione jest czułością i troską i głębokimi uczuciami tych, którzy z dzieckiem są. Nawet, kiedy tego nie pokazują. Nawet, kiedy ono tego nie widzi. Jak cień. Jak duch. Jak anioł jakiś. Kropka

Po prostu jestem niedzisiejsza...

 

Znalezione obrazy dla zapytania mama twenties

14:26, wolfmeout
Link Komentarze (2) »
czwartek, 29 marca 2018

Zanim miną dwa lata milczenia - musze to przerwać! Zdjęcie Babci wciąż w moim salonie - za każdym razem, kiedy odkładam O. do łóżeczka, Babcia Marianna patrzy na nas z uśmiechem. W takich chwilach myślę o tym, że nie lubiąc być fotografowaną, sprawiam, że O. będzie miał mało fotografii z własną matką, mimo że przez pierwszy rok jego życia byliśmy nierozłączni. W drugim - pomijając mój powrót do pracy - w zasadzie też.

Zdziwiło mnie to, że w miejscu, przez które przepływają moje myśli nie ma nawet śladu O. A przecież zdominował moje życie i jest głównym tematem moich myśli oraz znacznej części - bo, dzięki Bogu, nie wszystkich!  - rozmów.

Że go tu nie ma - czasu nie było, po prostu. W chwilach, kiedy nie zajmowałam się nim i nie zajmowałam się domem, wolałam nadrabiać jakieś zaległości - raczej filmowe, bo czytanie - felietony, artykuły, to i owszem, ale większe formy lubię połykać w całości. A jak tu całość pożreć?

 

14:26, wolfmeout
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 kwietnia 2016

Sama nie wiem, jak to przeżyłam! To znaczy wiem, że nie miałam na poisanie nastroju, bo smutek po stracie kogoś bliskiego dopada z opóźnieniem. Nie od rau zyskujemy świadomość, że "już nigdy nie będzie takiego lata", już nigdy nie usłyszymy czyjegoś głosu i już nigdy nie odbierze on telefonu - ba, nawet numer już nie istnieje...

Pół roku to czas, w którym kolory inne niż czernie i szarości nie interesowały mnie kompletnie. Tak samo jak imprezy, wesołe babskie pogaduszki i spotkania z kimś innym niż bliscy, którzy czuli to samo, bo stracili tak wiele jak ja.

Przez pół roku życie potrafi wywrócić się do góry nogami. W międzyczasie zdążyłam zapomnieć, co znaczą powroty do domu, kiedy ktoś patrzy na Ciebie wilkiem, bo jesteś jego wspóllokatorskim intruzem. Kiedy niepozmywane gary drażnią kogoś i - mimo że nic nie mówi - świadomość tego przyprawia Cię o dzikie wyrzuty sumienia...

Na szczęście nie zdążyłam zapomnieć ani głosu Babci, ani jej radosnego podejścia do życia (mimo że czasami wkurzały ją małe, głupoie sprawy i denerwowała się nimi tak samo, jak denerwuję się nimi ja - w końcu jesteśmy do siebie podobne...). Chyba dojrzałam do tego, żeby zacząć wywoływać zdjęcia ze ślubu, który przecież był tak ważny, a oprócz kilku dni dookoła - przez smutne wydarzenia pozostał w cieniu (o biedny i cierpliwy jest mój mąż). O właśnie! Nauczyłam się też mówić "mąż", przez co czasami czuję się trochę staro, ale jakoś bardziej "for life", czyli może pewniej? Raczej mnie to nie uspokoiło, bo nie byłam niespokojna, ale dało mi świadomośćtego, że muszę się bardziej starać, o to "coś", co nas połączyło bardziej dbać, bo odwrotu nie planuję. Po dzisiejszych smsach wiem, że nie tylko ja tak myślę, co jest przecież najważniejsze w życiu. Tak samo ważne jak zmiany, które nas czekają. I przyjdzie następny październik i znów nie będę miała cas pisać... A może właśnie będę? I może właśnie to, co na napisanie czeka tyle czasu...?

Tymczasem przed październikiem
"Znowu przyszło lato
Który to już raz wiatr przynosi zapach tamtych snów..."


I lato będzie inne. I sny też. Bo "Nic dwa razy się nie zdarza"...:
 

 



Tagi: zmiany
17:26, wolfmeout , zmiany
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 41
Magda co z dachu spadła

Wypromuj również swoją stronę