notatki kobiety ekstrawertycznej z bogatą mimiką, która zdradza ją na każdym kroku!
Kategorie: Wszystkie | bad day | communication | good day! | zmiany
RSS
czwartek, 29 marca 2018

Zanim miną dwa lata milczenia - musze to przerwać! Zdjęcie Babci wciąż w moim salonie - za każdym razem, kiedy odkładam O. do łóżeczka, Babcia Marianna patrzy na nas z uśmiechem. W takich chwilach myślę o tym, że nie lubiąc być fotografowaną, sprawiam, że O. będzie miał mało fotografii z własną matką, mimo że przez pierwszy rok jego życia byliśmy nierozłączni. W drugim - pomijając mój powrót do pracy - w zasadzie też.

Zdziwiło mnie to, że w miejscu, przez które przepływają moje myśli nie ma nawet śladu O. A przecież zdominował moje życie i jest głównym tematem moich myśli oraz znacznej części - bo, dzięki Bogu, nie wszystkich!  - rozmów.

Że go tu nie ma - czasu nie było, po prostu. W chwilach, kiedy nie zajmowałam się nim i nie zajmowałam się domem, wolałam nadrabiać jakieś zaległości - raczej filmowe, bo czytanie - felietony, artykuły, to i owszem, ale większe formy lubię połykać w całości. A jak tu całość pożreć?

 

14:26, wolfmeout
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 kwietnia 2016

Sama nie wiem, jak to przeżyłam! To znaczy wiem, że nie miałam na poisanie nastroju, bo smutek po stracie kogoś bliskiego dopada z opóźnieniem. Nie od rau zyskujemy świadomość, że "już nigdy nie będzie takiego lata", już nigdy nie usłyszymy czyjegoś głosu i już nigdy nie odbierze on telefonu - ba, nawet numer już nie istnieje...

Pół roku to czas, w którym kolory inne niż czernie i szarości nie interesowały mnie kompletnie. Tak samo jak imprezy, wesołe babskie pogaduszki i spotkania z kimś innym niż bliscy, którzy czuli to samo, bo stracili tak wiele jak ja.

Przez pół roku życie potrafi wywrócić się do góry nogami. W międzyczasie zdążyłam zapomnieć, co znaczą powroty do domu, kiedy ktoś patrzy na Ciebie wilkiem, bo jesteś jego wspóllokatorskim intruzem. Kiedy niepozmywane gary drażnią kogoś i - mimo że nic nie mówi - świadomość tego przyprawia Cię o dzikie wyrzuty sumienia...

Na szczęście nie zdążyłam zapomnieć ani głosu Babci, ani jej radosnego podejścia do życia (mimo że czasami wkurzały ją małe, głupoie sprawy i denerwowała się nimi tak samo, jak denerwuję się nimi ja - w końcu jesteśmy do siebie podobne...). Chyba dojrzałam do tego, żeby zacząć wywoływać zdjęcia ze ślubu, który przecież był tak ważny, a oprócz kilku dni dookoła - przez smutne wydarzenia pozostał w cieniu (o biedny i cierpliwy jest mój mąż). O właśnie! Nauczyłam się też mówić "mąż", przez co czasami czuję się trochę staro, ale jakoś bardziej "for life", czyli może pewniej? Raczej mnie to nie uspokoiło, bo nie byłam niespokojna, ale dało mi świadomośćtego, że muszę się bardziej starać, o to "coś", co nas połączyło bardziej dbać, bo odwrotu nie planuję. Po dzisiejszych smsach wiem, że nie tylko ja tak myślę, co jest przecież najważniejsze w życiu. Tak samo ważne jak zmiany, które nas czekają. I przyjdzie następny październik i znów nie będę miała cas pisać... A może właśnie będę? I może właśnie to, co na napisanie czeka tyle czasu...?

Tymczasem przed październikiem
"Znowu przyszło lato
Który to już raz wiatr przynosi zapach tamtych snów..."


I lato będzie inne. I sny też. Bo "Nic dwa razy się nie zdarza"...:
 

 



Tagi: zmiany
17:26, wolfmeout , zmiany
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 października 2015

Miałam i nie mam. Same straty w ludziach w tym roku! Na dodatek odkąd zostałam żoną, przez cały czas coś próbuje mnie unicestwić. Ostatnio taksówkarz nielegalnie wyprzedzający na przejściu dla pieszych, wcześniej - w czasie jednej podróży samochodem - ciężarówka wyprzedzająca na zakręcie (niemal czołowe) oraz luzak wyprzedzający w stylu "przecież zdążę" (niemal-bardzo-na-czołowe, zdenerwował nawet mojego megaspokojnego... - nadal głupio mi to mówić -męża). W międzyczasie na głowę w pracowej kuchni chciała spaść mi szafka pełna kubków, czyli, na moje oko, jakieś 40 kilogramów + szklane drzwiczki. Nagłym podrygiem niespodziewanego wśród obserwatorów refleksu udaremniłam jej "odpadnięcie" od ściany.

Cud? Znaki jakieś? Cholera wie. Wcześniej ze ściany odpadł mi w środku nocy zegar, a na mojej drodze pojawił się szczur. Oznaczało to złe wydarzenia w moim życiu (i nie mam na myśli ślubu, bynajmniej!) Ale dlaczego od miesiąca dziwne zbiegi okoliczności powodują, że znajduję sie w styuacji zagrożenia? Myślę, że za dużo myślę, ale wcześniej jednak takie rzeczy mi się nie zdarzały...

Drugą przyjaciółkę zjadła próżność i brak ogólnej refleksji, trzecią - lekko nadgryzła, ale taki jej urok, można to lubić. Ale za pierwszą, korporacyjnie pożartą tęsknię najbardziej. Nawet napiszę jej wiersz, a co!

Korporacjo!
Z demokracjO nie masz-Ty nic wspólnego,
zabrałaś mi człeka jedynego,
na którym bardzo mi zależy,
chociaż on może nie wie? nie wierzy?

Pytanie to jednak jest retoryczne,
bo wiążą nas ze sobą wyprawy liczne,
lecz coraz mniej Polaków rozmów nocnych,
choć każdą z nich zaliczę do superowocnych...

Oddawaj, zdziro, co nie Twoje!
Jeśli mi jej nie oddasz,
będziem toczyć boje
na dzidy i kopie,
przemyśl to zatem,
bo Cię zatopię ;)

Z dedykacją dla I., maj low ;) 

 

17:55, wolfmeout
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 42
Magda co z dachu spadła

Wypromuj również swoją stronę